Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł w 2005 r. (Hirst przeciwko Wlk. Brytanii, Wielka Izba, stosunek głosów 12:5), że ustawowe pozbawienie prawa głosu wszystkich skazanych narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka. Podstawą orzeczenia Trybunału był zapis art. 3 protokułu 1 do Konwencji w treści: "Wysokie Układające się Strony zobowiązują się organizować w rozsądnych odstępach czasu wolne wybory oparte na tajnym głosowaniu, w warunkach zapewniających swobodę wyrażania opinii ludności w wyborze ciała ustawodawczego."
I oto z tego zapisu, krygując się, że istotnie artykuł ten zdaje się nie kreować praw po stronie obywateli, lecz zobowiązanie po stronie państwa, dodając, że zakres prawa wyborczego jest zróżnicowany w różnych państwach, jak również zauważając, że prawo głosu może być ograniczone, Trybunał doszedł jednak do wniosku, że pozbawienie prawa wyborczego całej kategorii obywateli, to jest skazanych, narusza Konwencję. Jednocześnie, powołując się na zalecenia tzw. Komisji Weneckiej, wyraził przekonanie, że pozbawienie praw wyborczych na mocy orzeczenia sądu jest dopuszczalne.
Co ciekawe,powód w tej sprawie, John Hirst, został skazany za zabójstwo w stanie ograniczonej poczytalności, na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Nie wpłynęło to jednak na orzeczenie Trybunału, który postanowił wykorzystać okazję do przyjęcia stanowiska w sprawie ustawowego pozbawiania prawa głosu.
W niedawnym sondażu69% społeczeństwa brytyjskiego wypowiedziało się przeciw przyznawaniu praw wyborczych jakimkolwiek skazanym.
Rząd brytyjski przez kilka lat ignorował to orzeczenie, nie zmieniając istniejącego od XIX w. prawa, które pozbawia skazanych prawa głosu w wyborach.
Obecnie jednak zmuszony jest do zmiany prawa, pod groźbą wypłacania milionowych odszkodowań skazanym za naruszenie ich praw, wynikających jakoby z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Oto istota problemu: z jednej strony tradycja prawna wynikająca z przekonań społeczeństwa. Z drugiej, przekonania prawników instytucji międzynarodowych. Europejski Trybunał Praw Człowieka narzuca Wlk. Brytanii rozwiązanie, któremu jest przeciwna zdecydowana większość społeczeństwa, a rząd musi się temu podporządkować. Nic dziwnego, że rząd testuje jednocześnie inne możliwości. I tak w raporcieprawicowego think tanku pojawiła się idea pozbawienia jurydykcji ETPCz w sprawach brytyjskich. Wlk. Brytania pozostałaby stroną Konwencji, jednak jej przestrzeganie byłoby nadzorowane przez Sąd Najwyższy.
Ciekawe czy sprzeciw rządu brytyjskiego rzeczywiście będzie na tyle silny, by wywołać dyskusję na temat Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. A może rząd brytyjski demonstruje w ten sposób wyłącznie swoje niezadowolenie, z jednej strony uspokajajac swoich wyborców, z drugiej naciskając na sam Trybunał, by ten powstrzymał swoje zapędy?
Tak czy inaczej, warto zacząć rozmawiać o tym, czy ETPCz ma jeszcze jakąś rolę do odegrania. Wraz z rozszerzeniem UE do 27 państw, oraz przyjęciem Karty Praw Podstawowych, wydaje się, że Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu będzie w dużym stopniu dublował rolę ETPCz.
Powstanie zresztą niedługo ciekawa sytuacja: przystąpienie UE jako strony do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, podda ocenie ETPCz działanie instytucji unijnych, w tym również Trybunału Sprawiedliwości.
Ciekawe, czy kiedy UE zacznie przegrywać sprawy przed ETPCz i będzie zmuszona do zmiany swoich regulacji, pytania o pozycję ETPCz oraz kwestia, czy Trybunał ten jest dalej potrzebny nie znajdą większego odzewu.



Ciekawy jestem opinii autora dot. pożądanego kierunku dla prawa wspólnotowego. Co prawnik znany z ekonomicznego punktu widzenia sądzi na temat dylematu efektywność prawa (też ekonomiczna) versus racje historyczne?