Na marginesie umowy ACTA pojawiła się w mediach kwestia strat z tytułu piractwa internetowego. Jako człowiek, który kiedyś naukowo zajmował się kwestią kosztów przestępczości dorzucę tutaj swoje trzy grosze.

Otóż szacunki strat przemysłu praw autorskich są fundamentalnie zawyżone.

Ściągnięcie pliku to nie jest to samo co kradzież jeżeli chodzi o wyrządzane szkody.

Miarą przestępstwa jest szkoda wyrządzona społeczeństwu - tak kiedyś napisał Beccaria. I otóż szkody wyrządzane piractwem są nieporównywalne do kradzieży.

Kiedy ktoś kradnie rzecz należącą do mnie, na przykład CD z muzyką, pozbawia mnie możliwości korzystania z czegoś co posiadałem. Wyrządza mi szkodę, która równa jest co najmniej rynkowej wartości tej rzeczy na rynku (co najmniej, bo wiele rzeczy ma jeszcze wartość sentymentalną).

Gdy tymczasem ktoś zamiast ukraść CD, kopiuje jego zawartość to nie pozbawia mnie możliwości korzystania.

Jedyna strata z jaką mamy do czynienia, to fakt, że ten ktoś nie kupi już muzyki od jej twórcy / producenta.

Ponieważ jednak często muzykę kopiują ludzie, którzy i tak by jej nie kupili, to porównywanie tego do zwykłej kradzieży jest nadużyciem. To tak jakby każdy kto przez płot popatrzy na wystawę okradał jej organizatora z wpływów. Albo ktoś kto podziwia reprodukcję obrazu pozbawiał jego twórcę możliwości jego sprzedaży.

Dlatego szacunki strat przemysłu audiowizualnego uważam za znacznie zawyżone. Oczywiście, istnieje pewna grupa ludzi, którą byłoby stać na kupno muzyki czy filmów, ale tego nie robią, bo ściągają treści za darmo z nielegalnych źródeł. Ale jest to tylko drobny ułamek wszystkich konsumentów tych treści.

Z dużą ostrożnością należy więc podchodzić do szacunków strat przemysłu na naruszaniu praw autorskich.